2 Rozdział
Stałam przed ołtarzem. Było przepięknie. Płatki róż porozrzucane po ziemi. Gdy stanęłam przed Stefanem, spojrzałam mu głęboko w oczy, uśmiechając się. Odwzajemnił to. Nigdy nie czułam się wspanalej. Po początkowym przemówieniu biuskupa nadszedł ten moment... Stresujący moment. -Czy ktoś z gromadzonych gości jest przeciwny temu małżeństwu?-powiedział biskup. Ja tylko się modliłam, aby nikt nic nie powiedział. Po krótkiej chwili, byłam pewna, że będzie spokojniej i uda się. Ale to było kłamstwo...
-Ja! Ponieważ nie ma kto odprawić wesela.-powiedział Damon z ironicznym uśmieszkiiem na twarzy. Później w wampirzym tempie znalazł sie przy biskupie. Zatopił kły w jego szyi. Ja z przerażeniem i w łzach w oczach uciekłam z pod ołtarza. Pobiegłam do pokoju Stefana. Upadłam na kolana i zaczęłam płakać. Łzy mi poleciały po polikach, niczym wodospad.
-Nie! Nie wybacze ci tego! Spieprzyłeś wszystko Damon! Nie nawidzę cię!-wykrzyczałam i zemdlałam.
Rano obudził mnie Stefan.
-Kochanie...? Błagam odezwij się...-wyszeptał Stefan. Po tych słowach zerwałam się na równe nogi i pocałowałam Stefana.
-Kocham cię... Damon'owi nie wybaczę. Zniszczył wszystko. Przepraszam, ale możesz iść. Muszę się przebrać, umyć i otrzosnąć.-powiedziałam. Stefan pocałował mnie w czoło i wyszedł. Ja znów sie rozpłakałam. Następnie otarłam łzy i poszłam do łazienki, a wcześniej zabrałam z szafy ubrania. Po odświerzeniu się poszłam na dół, jednocześnie modląc się żeby nie było Damona. Jednak był. Ku mojemu zaskoczeniu był trzeźwy. Ominęłam go, starając się go ignorować. Zabrałam jedynie pamiętnik z szafki i usiadłam na blacie w kuchni i zaczęłam pisać.
,,Kochany Pamiętniku.
Wiesz co? Wczoraj przekonałam się, że Damon jednak nie ma serca. Jest potworem, który codzień zakłada maskę miłego, uroczego, czułego mężczyznę. Zniszczył mi wesele. Obiecał, a ja głubia mu uwieżyłam! Niech sobie wyjedzie z miasta i niech robi co chce. Mnie on już nie obchodzi. Jest wampirem, który żyje tylko dla krwi i to ludzkiej. Bawi się każdymi jak zabawkami. A miało być tak pięknie. Mieliśmy razem ze Stefanem powiedzieć sobie TAK i uwiecznić to pocałunkiem. Wyjechac w noc poślubną. Kupić dom, wyprowadzić się... Wiesz ja idę. Najlepiej zamknąć się w pojoju i rozpaczać... Nie! Nie mogę być taka słaba, bo dam przewagę Damon'owi. Będe pewna siebie, taka jak nigdy wcześniej.
Twoja *jednak* Elena Gilbert."
Nagle poczułam jak ktoś chwyta mnie za nadgarstek. To był Damon.-Eleno... Przepraszam cie bardzo mocno. Nie chcia...-nie dokończył, ponieważ Stefan mu przerwał.
-Nie masz po co jej przepraszać. Nie wybaczy ci, a zresztą ja też. Zniszczyłeś nam najważniejszy dzień w naszym życiu, rozumiesz?-wykrzyknął Stefan z widoczną złością w oczach.
-A ja ciebie bambi nie pytałem! Wiesz co? Elena mi wybaczy! Zobaczysz.
-Stop! Przestancie, okej? Mam tego dość! Stefan, tak to prawda. Damon zniszczył nasz dzień, ale to nie znaczy, że będe obrażona na niego całe życie, a co do ciebie Damon, to nie wiem czy ci wybacze. Wychodze i nie wiem kiedy wrócę.-powiedziałam z oburzeniem i wyszłam do Grilla. Po drodze przypomniałam sobie, że zapomniałam telefonu, ale nie chciałam po niego wracać. Wręcz nie mogłam. Gdy doszłam na miejsce, usiadłam przy blacie i poprosiałm o kieliszek whiskey. Gdy upiłam, poprosiłam o kolejny i o jescze. Wybiłam ponad 5 kieliszków. Kręciło mi się w głowie i prawdopodobnie byłam pijana. W tym czasie w Grillu rozkręcała się impreza. Postanowiłam odetchnąć od wszystkiego i trochę się zabawić. Zatańczyłam do pierwszego kawałka, a do drugiego nie miałam siły. Strasznie kręciło mi się w głowie. Nie wiedziałam co robię, nie myślałam trzeźwo. Nagle zrobiło się ciemno i zobaczyłam, że wpadłam w ramiona jakiegoś chłopaka. Tym chłopakiem był Damon.
-Elena, co ty tu do cholery robisz?!-krzyknął Damon.
-Ej... Może uważaj ze słowami, okej? Ty się bawisz no to ja też postanowiłam.-odpowiedziałam. Moje usta odmawiały posłuszeństwa i zamiast mówić to co ja chciałam, przekręcałam wszystko do góry nogami.
-Jak ty się bawisz to baw się dalej, ale nie tutaj i nie sama.
-A niby gdzie? Czekaj... Mam pomysł! Chodź ze mną na dach!-wykrzyczałam śmiejąc się.
-Eleno, jesteś pijana wracajmy do domu.
-Jak pójdziesz ze mną na dach...-powiedziałam lekko się chichocząc. Wkońcu weszliśmy na dach. Było gwiazdziste niebo. Cudownie. Nagle powiedział coś, czego będe żałować na całe życie.
-Pocałuj mnie.
-Słucham? Jesteś pijana.-powiedział Damon, a jego kąciki ust podniosły się lekko.
-Damon, pocałuj mnie.
-Nie dawno byłaś taka obrażona na mnie, że para z ciebie wylatywała, a teraz? Taka miła, że aż straszna.
-Damon! To rozkaz, pocałujesz mnie, czy ja mam to zrobić?-po tych słowach, pocałowałam Damona namiętnie.
Również Damon, nie starał się odpychać. Powoli rozpięłam koszulę Damon'owi, a on zdjął ze mnie bluzkę. Nasz pocałunek był coraz bardziej namiętniejszy i przeradzał się w coś większego...Jednak ktoś nam przerwał ten pocałunek.
-Co ty wyprawiasz Damon? To nie jest kolejna za... Elena?!
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Tak wiem NUUUUDAAAA <3 :/

nie!!! :( Elena ma być ze Stefanem :(
OdpowiedzUsuńAle to blog o Delenie ;( Gdy skocze pisać to opowiadanie to postaram się pisać o Stelenie ;)
UsuńJejku cudo *.* wypowiedź z Bambi mnie rozwaliła haha. Jej Elena i Damon ! <3
OdpowiedzUsuńDizękuje <3
Usuń