wtorek, 26 sierpnia 2014

1 Rozdział


1 Rozdział
-Caroline!? Na pewno wszystko zrobione?-zapytałam z lekkim niepojem w głosie.
-Tak, Eleno. Idź lepiej na górę zrobić sobię krótką drzemkę dla urody. Przecież nie chcesz iść do ślubu zaspana i z workami pod oczapi, prawda?
-Ta...
Poszłam na górę, do mojego pokoju zdrzemnąć się. Śnił mi się nasz ślub, udany ślub. Byłam ubrana w przepiękną suknie, a do tego miałam tiarę na głowie. Stefan miał garniutu taki jaki mu wybrała Caroline na zakupach. Był nawet Damon. Uśmiechał się. Nie było widać żeby sie na nas, a zwłaszcza na mnie złościł. Było idealnie. Obudziłam sie około 13:00.
"O mój boże!"-pomyślałam. Wstałam o 13:00, a powinnam wstać o 11:30. W natychmiastowym tempie zeszłam na dół wołając Caroline. Wampirzyca siedziała sobie na kanapie przeglądając magazyn, tak jakby nic się nie stało. Od razu mnie zauważyła i zaciągnęła, zpowrotem na górę. Gdy chciałam coś mówić nie pozwalała mi. Powtarzała tylko, że ona się wszystkim zajęła i, że teraz kolej na mnie. Bonnie przyniosła z dołu moją suknie i kosmetyki, a Caroline cudowała z moimi włosami. Kręciła je, upinała i bóg jeszcze wie co robiła. Gdy skończyła upinać włosy tylko powiedziała: Cudo!. Również tak uznałam gdy się przejrzałam. Następnie Bonnie zaczęła mi zakładać suknie. Coraz bardziej się stresowałam. Moja suknia była suknią prostą. Nie była taka za bardzo bufiasta, poniewaz uważałam, że w takiej sukni wygląda sie jak królowa, a ja nie szłam na jakiś tam bal. Szłam na ślub i to mój. Gdy Bonnie skończyła zapinać moją sukienkę kazała mi usiąźć. Więc usiadłam, a czarownica robiła mi makijaż.

*Strój Eleny*


 Po zrobieniu makijażu wyszła, bo uznała, że potrzebuję chwili dla siebie.
-Eleno... To twój wielki dzień... Jeszcze 10 minut i koniec... Koniec życia w klatce, będzę mężatką! Będę miała dzieci, męża... A no tak... Wampiry nie mogą mieć dzieci...-powtarzałam sobie to wszystko na głos, gdy do mojego pokoju wszedła Caroline.
-Nasza księżniczka gotowa? Jeżeli nie to i tak tam wychodzisz!-powiedziała, wskazując palcem na okno, na tych ludzi siedzących w ławkach. Jeremy'iego, Damona, Bonnie, Alaric'a. Wzięłam głęboki wdech i zeszłam na dół. Przed biskupem stał Stefan, właśnie taki jakiego wyobrażalam sobie w snach. Szłam do Stefana. Pod ręką trzymał mnie mój biologiczny ojciec, Jonh. Raz po raz, sucha łza mu spływała po policzku, a ja w tym czasie patrzałam na gości. Na Damona. Miał minę jak zaraz miał by kogoś zabić, ale gdy się na mnie spojrzał uśmiechnął się i wyszeptał-"Kocham Cię...". 
"Szykuj się Eleno Gilbert. Nadszedł twój wielki dzień..."
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Mam nadzieję, że nikogo nie zanudziłam na śmierć ;)

2 komentarze: